Uwaga

Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności prawnej tytułem niewłaściwego zrozumienia materiałów zamieszczonych na tym portalu. Wszystkie informacje i porady mają charakter edukacyjny, a nie żadną formę leczenia. Artykuły nie mogą zastąpić wizyty u lekarza. Przed przystąpieniem do autoterapii należy skonsultować się ze specjalistą.

niedziela, 28 styczeń 2018 09:51

Tai Chi, qigong i bioenergia

Napisał

Jak to jest z tą bioenergią i qi (czyt. czi)?

Czy oba te pojęcia są jednoznaczne? Jak rozumieć taką sztukę, jak Tai Chi i qigong? Czy mamy tu do czynienia tylko z mięśniami i procesami grubofizycznymi, czy może z pierwiastkiem, który jak dotąd wykracza poza pojęcia naukowe?

Pierwsza i najważniejsza, moim zdaniem, rzecz: należy odróżnić szamanizm od naukowych form terapii. Wypada tym samym zaznaczyć, że te drugie nie mają żadnej mocy wypowiadać się o tym pierwszym. Mogą poruszać się wyłącznie w aspekcie ściśle określonym przez swoją metodę.

Druga rzecz: względy praktyczne. Węgorz elektryczny raził prądem na wieki przed odkryciem elektryczności. To dla szamańskiego punktu widzenia bez znaczenia, że nauka jeszcze nie odkryła bioenergii, nie zaobserwowała i nie opisała uzdrawiania. Względy praktyczne są istotniejsze, ludzie potrzebują być zdrowi i jeżeli uzdrowiciel jest skuteczny, a przy tym nie szkodzi z punktu widzenia oficjalnej medycyny, to nie tylko ma prawo, ale i obowiązek moralny pracować, jako że koi ból i pomaga odzyskać równowagę.

Co do Tai Chi sprawa wygląda inaczej, niż z uzdrawianiem, jako że jest ono sztuką walki, a nie uzdrawiania. Poza tym sztuka walki jest wiedzą przede wszystkim praktyczną, wiedzą know-how, a nie know-what. Nie uprawia się tutaj poznania dla samego poznania, jak w nauce akademickiej. Celem jest, jak sama nazwa wskazuje, sztuka, i związane z nią umiejętności bojowe.

W sztuce walki umiejętności praktyczne oparte są o walkę, dlatego trudno znaleźć tu miejsce dla bioenergii. Poza tym Tai Chi nie wypowiada się o niej wyraźnie. Mistrzowie mówią o odczuwaniu, ale jest ono ściśle sprzężone z treningiem czy to formy, czy spontanicznego zastosowania reguł. Sztuka walki jako taka może miejscami, w przypadku pojedynczych nauczycieli, nawiązuje do pojęć bioenergetycznych, nie należą one jednak do istoty przekazu, nie są wspólne danemu stylowi.

Wspólne są kategorie mocno osadzone na wiedzy zdroworozsądkowej, na poziomie świadomości przeciętnego ucznia.

To nawiązanie Tai Chi do pojęć bioenergetycznych bierze się stąd, że występują różne formy tego, co nazywamy qigongiem, a jedną z nich jest forma zdrowotna, która niekiedy może, i tak jest z pewnością, statuuje się na bioenergoterapii. Qigongów bywa jednak tyle, ilu praktykujących, a niektórzy z nich po prostu ćwiczą i uczą Tai Chi.

Trening Tai Chi nie wymaga przyjmowania istnienia bioenergii, lecz nie oznacza to, że musi się łączyć z negowaniem jej istnienia. Po prostu o czym nie można mówić, o tym należy milczeć. A nie można nie dlatego, że jest to zabronione, lecz dlatego, że powszechnie brakuje wiedzy i umiejętności, które umożliwiłyby adaptację - i weryfikację - takich określeń, jak “bioenergetyczna qi” i tym podobnych.

Jaka jest prawda? Stale ją odkrywamy. Tylko filister uważa, że nauka otworzyła już wszystkie drzwi, także jeżeli chodzi o Tai Chi. Z własnej perspektywy powiem, że popularność tej sztuki, moim zdaniem, wynika z jej pozytywnego działania na kanały energii, czakry, generalnie ciało energetyczne, bioenergię. Niekoniecznie jednak adept musi o tym wiedzieć i uczyć się czegoś tak niesprawdzonego naukowo, tak wieloznaczego, mającego tak wielu niekoniecznie odpowiednich specjalistów i tym samym groźnego, jak “bioenergoterapia”.

Potrzebna jest nauka o bioenergii, którą nazywam medycyną psioniczną i generalnie psioniką. Na razie jej nie ma, więc wszelkie próby mówienia o qi w sensie energii życiowej są zarazem nienaukowe, jak i niebezpieczne. Powszechne uznanie prawa każdego, do mówienia i robienia czego chce w kontekście bioenergii i jej zagadnień, czy to w związku z Tai Chi, czy nie, to otwarcie furtki dla wszelkiej maści szarlatanów, hochsztaplerów i zwykłych zwyrodnialców, których, na nieszczęście, sam spotkałem w ramach zawodu “bioenergoterapeuta”.

Tak jak Polska, Chiny też mają swoją bioenergoterapię, wplecioną w różne przekazy, lecz tak jak polska, chińska również nie znajduje naukowego uzasadnienia, i nie ma to żadnego związku ani z Tai Chi, ani z żadnym innym stylem, obok którego niektórzy, nieliczni zdaje się mówią o bioenergetycznej qi.

Skoro można uprawiać Tai Chi bez wikłania się w dogmaty i autorytety w dziedzinie uzdrawiania, jako że nie ma jeszcze żadnych naukowych danych na temat bioenergii, to róbmy to na poziomie wiedzy, stale otwarci na nowe, ale nienaiwini, by w cokolwiek, co nie zostało odpowiednio sprawdzone, wierzyć.

Moralne jest prywatne praktykowanie Kosmicznego Tai Chi, ale niemoralne, i niedopuszczalne z gruntu prawa powinno być uczenie tego ludzi pod szyldem naturoterapii, bez względu na zastosowane określenia i synonimy. Gdy mowa o zdrowiu, nie ma żartów, i wszystko, co budzi wątpliwości, o ile może (bo i lekarze stawiani są w dylematach), powinno być wyrugowane z metody terapeutycznej.

Jak to ktoś powiedział: mądrością jest wierzyć w to, co się wie, a głupotą w to, czego się nie wie.

Czytany 180 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 28 styczeń 2018 09:58
Paweł Karwat

www.ProjektAloha.pl - uzdrawianie metodami Huny na odległość, kursy online i lokalne

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.